Pielęgnacja włosów

Postanowień noworocznych nie tworzyłam - bo i po co? Żeby się stresować? Moją małą akcję można nazwać jedynie "motywacją przednoworoczną". A jest nią odpowiednie zadbanie o moje kręcone włosy. Z dużą pomocą przyszły tutaj dziewczyny z wizażu, które uświadomiły mi, że moje włosy potrzebują: STYLIZATORA.

Ale zacznijmy od początku. Tak było podczas świat, to zdjęcie właśnie wrzuciłam na wizaż.

Moje włosy z natury są suche (nigdy chyba nie zrozumiem co to znaczy "przetłuszczone włosy"), mocno kręcone i lubią sterczeć we wszystkie możliwe strony. Bardzo sianowate. Fryzura jak na zdjęciu była możliwa tylko przez chwilę po umyciu i naturalnym wysuszeniu. Wyjście na dwór robiło ze mną króla lwa w odcieniu "sweet brunette". O suszarce nawet lepiej nie wspominać.

Całe szczęście poznałam dobroczynne właściwości olejowania włosów a także żelu lnianego (o nim następnym razem). Już po pierwszym razie moje włosy wyglądały tak (i to na drugi dzień, po spaniu).

A kilka dni później, po kolejnym olejowaniu i zaraz po odgnieceniu żelu tak:


Tak więc: witajcie piękne loczki, witajcie delikatne szampony i lekkie odżywki, witaj żelu lniany!

5 komentarzy:

  1. Chciałabym mieć kręcone włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w dzieciństwie bardzo chciałam mieć proste, ale im starsza jestem tym bardziej lubię moje kręciołki:)

      Usuń
  2. Zawsze chciałam mieć kręcone włosy. Niestety dane mi były tylko fale.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na wielkie rozdanie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Z lokami to chyba sporo zachodu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zawsze chciałam mieć kręcone włosy :) A tak mam tylko proste :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga