Babydream - szampon z rumiankiem

Dziś mała recenzja szamponu, który robi furorę na blogach i głowach włosomaniaczek. I ja postanowiłam go próbować. A mowa o szamponie Babydream.


Zacznijmy od opakowania. Jest proste, ładne i wygodne w użyciu. Wyprofilowana buteleczka z wygodnym zamknięciem. Ozdobione dwoma motylkami. Na zdjęciu maluszek. Przy każdym myciu zastanawiam się czy to dziecko na zdjęciu się śmieje czy raczej płacze. I nie mogę dojść do żadnego wniosku... Może wy mi podpowiecie?


Konsystencja szamponu jest rzadka, bardzo wodnista, jednak nie jest to problemem. Szampon dobrze się wydobywa z butelki, nie ma problemów z rozlewaniem, szampon też nie ucieka z dłoni. Pieni się całkiem przyzwoicie, pachnie dość przyjemnie, delikatnie, jednak nie jest to naturalny zapach.


Skład:

Szampon ten nie posiada SLS, SLES ani im pochodnych. Jest bardzo delikatny, jednak na włosach zachowuje się nieco jak tarka, włosy podczas mycia nim są bardzo tępe, sztywne, wręcz skrzypią. Szampon ten lubi też powodować ich plątanie. Bez dobrej odżywki do włosów lepiej nawet nie próbować tego szamponu. Szampon jednak dobrze oczyszcza włosy z olejów, nie przesusza ani nie podrażnia. Nadaje się do codziennego stosowania. 

Niewątpliwą zaletą jest jego cena, jest naprawdę bardzo tani, kosztuje około 3 zł i dostępny jest w Rossmannach. Nie wiem czy kupię go ponownie, bo jednak jego stosowanie jest nieco uciążliwe. Jeśli nie znajdę nic lepszego - wtedy rozważę powrót do niego.

A wy lubicie się z Babydreamem?

4 komentarze:

  1. ja go nie stosowałam i jakoś nie ciągnie mnie w jego stronę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. J zużywam już chyba 7 butelkę. Bardzo go lubię

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię, na zmianę z balsamem BDFM ;) Jest dobry i na włosy i do mycia pędzli :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze się z tym panem nie znam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga