Orzechowo-kasztanowy makowiec czyli odżywka Alverde do włosów brazowych

Od kilku dobrych lat farbuję włosy na brązowo. Dlatego też chętnie chwyciłam po odżywkę dedykowaną włosom właśnie w tym kolorze. Kiedyś używałam już winogronowej odżywki do włosów z Alverde która średnio mi przypasowała. Czy tak samo jest z tą odżywką?



Opakowanie
Opakowanie jest proste, standardowe dla tego typu produktów. Plastikowa buteleczka stawiana na wygodnym zamknięciu. Opakowanie jest miękkie i nie ma problemów z wydobyciem kosmetyku. Lekko pochylone ścianki sprawiają, że odżywka spływa na dół butelki nie osiadając na brzegach. Nigdy nie wyleje nam się za dużo kosmetyku - ale o tym dlaczego będzie za chwilę. Jak przeznaczenie odżywki sugeruje - opakowanie jest koloru brązowego.



Konsystencja
Pierwsze co możemy ocenić po otwarciu buteleczki i wydobyciu kosmetyku to właśnie konsystencja odżywki. Jest ona bardzo gęsta, wydaje się być treściwa. Bardziej przypomina maskę niż typową odżywkę. Produkt zamknięty w środku ma kolor jasnobrązowy - przypomina kawę z mlekiem lub kakao. Dzięki gęstości produkt nie spływa ani z dłoni ani z włosów bez naszego życzenia.



Zapach
Jest bardzo przyjemny. Z pewnością naturalny, bo zapach ten dobrze znam. Mój nos czuje tutaj zapach drożdżowego makowca z dużą ilością orzechów. Tak, to jest dokładnie ten zapach!



Działanie
Odżywka w użyciu jest bardzo podobna do swojej winogronowej siostry. Trzeba nałożyć jej na włosy naprawdę sporo (i dlatego nigdy nam się nie wyleje za dużo, bo jak dla mnie to zawsze jest jej za mało), przez co produkt staje się bardzo niewydajny. Po nałożeniu na włosy jakby znika, w żaden sposób nie ułatwia rozczesywania mokrej czupryny. Zero poślizgu dla grzebienia - zupełnie jakby jej nie było. Co do działania to nie jest z nią najgorzej. Włosy po niej są miękkie i błyszczące. Niestety nie dociąża lekko włosów przez co bardzo szybko się puszą i są podatne na plątanie. Jakiegokolwiek wpływu na kolor także nie zaobserwowałam.


19 komentarzy:

  1. Przynajmniej teraz mnie nie kusi:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi w ogóle nie podoba się opakowanie;) Wiem, że nie powinno to mieć znaczenia no ale jest paskudne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi rowniez ;) okropne. zero koloru zycia :D

      Usuń
  3. Chciałabym wypróbować dla samego zapachu (kocham makowce!)! Co by to było, gdybym się do DM dostała, olaboga :D

    OdpowiedzUsuń
  4. zapach makowca działa na moja wyobraznie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. A tej wersji jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ma bardzo przyjemny skład :) dla samego zapachu bym zakupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. PO twojej recenzji juz nie zaluje ze ja wycofali i sie nie zapalapalm ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Czechach się jeszcze kupi ;)

      Usuń
  8. Czyli nie sprawdziła się ,dobrze wiedzieć na przyszłośc :)
    Dołączyłam do bloga i serdecznie zapraszam do siebie
    http://niissley90.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. miałam ją jakiś czas temu i też mi serca nie podbiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, bo chodzą mi po głowie kosmetyki Alverde, ale do włosów chyba nie skorzystam;)
    pozdrawiam
    http://kosmetycznawyspa.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach ,własnie szukam czegoś do podkreślenia koloru i liczyłam ,że ta odżywka mimo słabej wydajności mi się przyda :( Niestety poszukiwania trwają dalej :) Kiedyś pamiętam był fajny szampon od Timotei prawdopodobnie ,musze go poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapach musi być wspaniały, ale z Twojej recenzji wynika, że to taki średniaczek. Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja nadal mam ochotę ją sprawdzić...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie dla moich włosów ;/.

    OdpowiedzUsuń
  15. używałam jej kilka razy i całkiem fajna odżywka, niestety zapach mi nie przypasował ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. ojj niestety przez [nie]dostępność mieć jej nie będę :P no i włosów brązowych także nie mam :P

    OdpowiedzUsuń
  17. marzy mi się coś z Alverde

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga