Nothing but Volume od Alverde

Tusz do rzęs zajmuje zaszczytne miejsce w mojej kosmetyczce z kolorówką. Jest obowiązkowym punktem makijażu. Mogę wyjść z domu bez podkładu i pudru, mogę nie mieć cieni na powiekach lub całkowicie zapomnieć o błyszczyku lub pomadce. Ale maskara musi być! Natura nie obdarzyła mnie wachlarzem rzęs, więc czasem trzeba trochę jej pomóc aby uzyskać zadowalający efekt. A czy maskara Alverde na to pozwala?



Pierwsze co ukazuje się naszym oczom to opakowanie. Nothing but Volume jest zamknięte w bardzo ładne, czarne, błyszczące opakowanie. Uroku dodaje mu pękatość. Bardzo lubię takie opakowanie. Matowe i odchudzone maskary moim zdaniem dają wrażenie "starości". Mam wrażenie, ze są wyschnięte, przeterminowane i po prostu słabe - nie dające żadnego efektu. Tu jest inaczej, co mi się bardzo podoba. Srebrno-zielone kwiatki dodają uroku. Niestety napisy powoli zaczynają się ścierać:(


Po otwarciu ukazuje się nam szczoteczka. Gruba, gęsta, z mocnego włosia a nie kilku sylikonowych wypustek (chociaż takie też mają swoje zalety). Szczoteczka jest bardzo poręczna, malowanie górnych rzęs jest bajecznie proste. Niestety w przypadku dolnych już nie jest tak fantastycznie. Długość włosia lubi powodować malowanie po skórze pod rzęsami.


Pomalowane maskarą rzęsy mają piękny czarny kolor. Są zdecydowanie wydłużone i wydaje się, że jest ich trochę więcej. Szczoteczka wręcz idealnie rozczesuje rzęsy i nie powoduje ich sklejania. Dwie warstwy są optymalne aby uzyskać zadowalający efekt. 

"Gołe" rzęsy:

Jedna warstwa:

Dwie warstwy + dolne rzęsy:


Przez pierwsze dwa tygodnie tusz był bardzo rzadki i lubił odbijać się na górnej powiece. Później trochę zgęstniał co zdecydowanie ułatwiło aplikację. Tuszu używam już 2 miesiące i nadal utrzymuje swoją gęstość, nie robią się na nim grudki. Tusz bezproblemowo utrzymuje się na rzęsach około 6-7 godzin. Po tym czasie może się trochę osypywać (co jednak nie zawsze się dzieje). 

Jak wam się podoba ten tusz? Jakie są wasze ulubieńce?

PS. Zdjęcia mi uświadomiły, że czas zająć się brwiami:)




18 komentarzy:

  1. Ładnie wygląda na rzęsach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobną szczotę ma 2000 Calorie i też mam problem, żeby wymalować dolne rzęsy :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest to zbyt spektakularny efekt wydłużenia i pogrubienia. Tez mam krótkie rzęsy i u mnie sprawdza się max factor 2000 :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Według mnie daje bardzo naturalny efekt :) U mnie by go prawie nie było widać :P

    OdpowiedzUsuń
  5. ładnie i dość naturalnie :) niestety jeszcze nie mam ulubieńca w tuszach

    OdpowiedzUsuń
  6. PQ 7 nie jest złe, ale dyskwalifikuje szampon jako rypacz (oczyszczacz) ponieważ nadbudowuje się na włosach (czyli potocznie: oblepia)
    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie podkreślił rzęsy, ładnie je zdefiniował. Efekt bardzo mi się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Efekt taki bardziej naturalny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo naturalny efekt :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę, że masz takie samo podejście jak ja do tuszu iż jest to obowiązkowy element makijażu ;) Nie słyszałam o tym tuszu i w sumie nie miałam styczności nigdy z kolorówką Alverde ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Może ja się nie znam, ale mi się efekt podoba :D Polubiłam tusze z Maybelline ;) Obecnie mam na składzie the Rocket Volum :)

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo naturalny efekt dał ten tusz ;) je jestem miłośniczką 2000 calorie ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo naturalny, delikatny efekt. Moim ulubieńcem jest tusz Bourjois Volume Glamour Max Definition - niezastąpiony :)

    OdpowiedzUsuń
  14. widzę, że zmieniłaś nazwę bloga, czemu ta zmiana jesli mogę zapytać??

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda, że ma tendencję do osypywania się.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny efekt, lubię takie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Podoba mi się na rzęsach, ładny efekt.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga