Nomi Moriyama, William Doyle, Japonki nie tyją i się nie starzeją

Mniej więcej miesiąc temu trafiła w moje ręce książka "Japonki nie tyją i się nie starzeją" autorstwa Naomi Moriyama i Williama Doyle'a. Kilka miesięcy temu miałam okazję zapoznać się z książką o koreańskiej pielęgnacji, dlatego też chętnie sięgnęłam tym razem po "japoński poradnik". Myślałam, że będę w stanie jakkolwiek porównać obie książki, gdy zaczęłam jednak czytać mocno się zaskoczyłam. To nie jest książka o kosmetykach:)


Dwa lata pracowałam w japońskiej firmie. Wprawdzie Japonek tam nie było, siedziały sobie grzecznie w domach lub udzielały się twórczo podczas gdy to ich mężowie pracowali. Było ich tam sporo a większość wyglądała naprawdę nieźle. Byli wyżsi i niżsi, starsi i młodsi ale oprócz czarnych włosów, charakterystycznych rysów twarzy łączyło ich coś jeszcze. Wszyscy byli szczupli!

O japońskiej pielęgnacji możemy poczytać sporo w internecie. To jednak głównie japońska kuchnia cieszy się u nas ogromną popularnością. Czy jest ktoś jeszcze, kto nie jadłby sushi? No właśnie, sushi... często na tym kończy się nasza wiedza na temat kuchni kraju kwitnącej wiśni. Ale przecież nie ono jest fundamentem piękna Japonek.


Japonki nie tyją i się nie starzeją nie jest typowym poradnikiem. Nie jest też książką kucharską. Znajdziemy tu kilka porad, sporo odkryć ekspertów oraz niemało przepisów z kuchni japońskiej. Całość okraszona szczyptą ciekawostek związanych z różnicami kulturowymi pomiędzy wschodem a zachodem. Książkę czyta się bardzo przyjemnie i łatwo.


A czy z niej skorzystam? To się okaże. Kuchni japońskiej miałam okazje spróbować już wielokrotnie. Niestety nie jest to coś na punkcie czego moje kubki smakowe szaleją (najbardziej w pamięci utkwiła mi herbata ze sfermentowanych śliwek, po zaparzeniu miała kolor różowy a smakowała jak... rosół). Z pewnością dam jednak szansę niektórym daniom. Książki szukajcie po księgarniach lub TUTAJ.

38 komentarzy:

  1. Też mam na celowniku tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z uwagą przeczytałam Twój wpis, może ta książka będzie ciekawa... Przymierzam się do niej... Lubię takie poradniki, chociaż z kuchni japońskiej chyba nie skorzystam :D
    Bardzo tu ładnie u Ciebie, obserwuję by mieć na bieżąco Twe wpisy. Pozdrawiam gorąco. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kusiła mnie ta książka, ale wiem, że tylko kurzyłaby się na półce, bo takie tytuły mnie raczej nie interesują. Odpuściłam sobie jej zakup i chyba dobrze zrobiłam - po Twojej mini recenzji wiem, że na 99% nie przypadłaby mi do gustu mimo tego, że kulturę japońską lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taką pozycję chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że taka kuchnia jest mi zupełnie obca :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę ją nabyć :) Po "Sekretach urody Koreanek" chętnie "pochłonę" coś o podobnej tematyce :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Może być ciekawie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio ta tematyka jest na topie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasiu myślisz, że ta książka może nadać się na prezent dla osoby zainteresowanej kulturą Japonii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ze dużo zależy od tego jak bardzo się interesuje i jak długo. Podejrzewam, że sporo rzeczy może być dla takiej osoby oczywistością.

      Usuń
  10. Polska kuchnia jest znacznie lepsza, smaczniejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym że lepsza polemizowałabym. Jestesmy przyzwyczajeni do polskiej wiec taka wydaje nam się smaczniejsza. To samo powie Francuz o kuchni francuskiej albo Włoch o włoskiej. Z pewnością nasza nie jest lepsza pod kątem zdrowia, oj nie jest...

      Usuń
  11. suszi akurat uwielbiam, od dłuższego czasu zbieram się z samodzielnym przygotowaniem^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Z ciekawości bym przeczytała, ale nie kusi mnie aż tak, żeby jej poszukiwać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chętnie bym ją przejrzała :)
    I ten... ja nie jadłam sushi :D

    OdpowiedzUsuń
  14. coraz bardziej popularna książka w blogosferze :-) wpisuję na listę zakupów :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że wkradł się mały błąd "okraszona szczyptom ciekawostek" -powinno być "szczyptą" ;) Nie miałam tej książki, ale z ciekawości bym przeczytała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wyłapanie:) Przynajmniej wiem, że przeczytałaś moją recenzję:)

      Usuń
  16. lubię książki poradniki, jeśli mi ta książka wpadnie w ręce to chętnie przeczytam ale nic na siłę nowego nie będę wprowadzać do swojego życia, potraktuję ją raczej z przymrożeniem oka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to nie jest tak do końca poradnik.Ale przeczytać polecam:)

      Usuń
  17. Herbaty ze sfermentowanych śliwek raczej bym nie wypróbowała, ale inne dania chętnie. Książkę dlatego bym chętnie przejrzała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszych kiszonych ogórków czy kapusty też nie wszyscy lubią :D

      Usuń
    2. Dokladnie. Sfermentowane śliwki wydają się być obrzydliwe, ale pewnie wino śliwkowe (nic innego jak właśnie sfermentowane śliwki) pewnie chętnie wypijemy. Tak samo nasza kapusta wspomniana przez esPe:)

      Usuń
  18. Szkoda, że przygtowanie dań orientalnych z dostępnych w Pl składników jest takie drogie :( Jak robiłam ramen, to za samą rybę bonito zapłaciłam 7 zł (i to za malutką paczuszkę suszonych płatków!). Więc może i bym wypróbowała parę przepisów z książki, ale przy tym bym zbankrutowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Sporo z tego jednak kosztuje właście sprowadzenie tych produktów.

      Usuń
  19. A ja nigdy nie próbowałam sushi, jakoś nie kusi mnie wizja surowej ryby, chociaż kultura Japonii bardzo mnie fascynuje ;) Zwłaszcza ich sposób gospodarowania niezbyt dużymi zasobami naturalnymi, wykorzystanie wszystkiego do ostatniego kawałeczka (np. posiłek zrobiony z całego kurczaka czy ryby). Bardzo chętnie przeczytałabym tę książkę, podobnie jak tę o koreańskiej pielęgnacji, może w końcu trafi w moje łapki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mimo iż post jest o książce, to narobiłaś mi ochoty na sushi ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Może być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie próbowałam jeszcze nigdy japońskiej kuchni;p małż bym raczej nie przełknęła;p herbatka ze sfermentowanych śliwek? chętnie bym wypróbowała, książkę z przyjemnością kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  23. To jest lektura dla mnie! Ja wręcz szaleję za kuchnią japońską i nie ma miesiąca, bym nie pokusiła się o przygotowanie ciekawej potrawy azjatyckiej.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przeczytałam i tez chyba muszę coś o niej napisac :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Przepisy pewnie nie przypadły by mi do gustu, ale o samej kulturze chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie czytałam tej książki, lecz myślę,że kuchnia japońska nie za bardzo dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Zainteresowałas mnie ta pozycja książkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. ciekawa książka :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Raczej nie moja bajka i pewnie skończyłoby się u mnie na przeczytaniu i odłożeniu na półkę. Trochę za dużo ostatnio czytałam własnie takich książek i jak na razie odpuszczam sobie te wszystkie lekkie poradniki :)

    OdpowiedzUsuń
  30. A jak ta książka odnosi się do starzenia? Pojawia się ono w ogóle w czymś więcej niż tylko w tytule?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga