Lirene Bronze Collection, samoopalający mus-pianka, koloryzujący balsam oraz samooplający krem

Cześć,
W tym roku lato nie rozpieszcza. Zeszły rok był upalny i gorący, w tym roku pogoda wygoniła nas znad Bałtyku dwa dni wcześniej. Brak słońca przekłada się na brak opalenizny. Trzeba sobie radzić w inny sposób, w tym roku to zadanie otrzymało Lirene. Czy wykonało je na piątkę?


Seria której używam składa się z trzech produktów. Samoopalającego musu-pianki, który przeznaczony jest to twarzy i ciała, koloryzującego balsamu do ciała oraz samoopalającego kremu do twarzy i ciała.

Lirene, Bronze Collection, samoopalający mus-pianka do twarzy i ciała

Uwielbiam kosmetyki w piankach. Z tego powodu mus-pianka ciekawił mnie najbardziej i to po niego sięgnęłam po jako pierwszego. Efekt gwarantowany już w kilka godzin po pierwszym użyciu! Niestety zarazem trochę zawiodłam się na produkcie. Pianka jaką wydobywamy jest biała. Aplikując ją na skórę niestety nie widzimy czy jest rozsmarowana równomiernie. A to prowadzi do plam, które w przypadku tego produktu mogą być wręcz okrutne. Kosmetyk tworzy mocną i szybką opaleniznę. Nie ma mowy o stopniowaniu, jedno użycie i gotowe. Bez smrodu, bez potu, bez wyczekiwania. Niestety używanie tej pianki skutkowało u mnie tym, że przez kilka dni musiałam chodzić w koszuli z długim rękawem. Na moich przedramionach plamy były spore i nie mogłam się ich pozbyć. Próbowałam peelingi, próbowałam sok z cytryny czy nawet sodę.
Jeśli umiecie precyzyjnie aplikować tego typu produkty to śmiało korzystajcie. Jeśli jesteście początkujące to lepiej sobie odpuście.

Lirene, Bronze Collection, koloryzujący balsam do ciała

Po niewypale z musem-pianką przyszedł czas na koloryzujący balsam do ciała. Ten produkt oceniam zdecydowanie lepiej. Efekt jaki daje jest delikatny, potrzeba kilka aplikacji aby opalenizna była zauważalna. Dzięki temu jest to dobry produkt dla osób które dopiero zaczynają przygodę ze sztuczną opalenizną i obawiają się zacieków. Balsam ma brązowe zabarwienie dzięki czemu jestem w stanie lepiej kontrolować jego aplikację. Przy okazji balsam przyzwoicie nawilża ciało dzięki czemu nie trzeba sięgać po te typowo nawilżające. Optyczny efekt wyszczuplenia? Opalone ciało zawsze wygląda szczuplej, więc nie jest to ściema:)

Lirene, Bronze Collection, samoopalający krem do twarzy i ciała

Samoopalający krem do twarzy i ciała to ostatni produkt po który sięgnęłam. Moc opalania oceniłabym jako pośrednią pomiędzy pianką i balsamem - jednak bliżej do pianki. Efekt jest dość szybki (już po jednym użyciu) jednak odrobinę łagodniejszy niż w przypadku musu. Tutaj także trzeba być ostrożnym. Polecam ten krem bardziej do ciała niż do twarzy. Niestety krem także ma białą konsystencję przez co nie widzimy czy na dane miejsce jest już nałożony i czy jest to zrobione równomiernie.

Produkty Lirene są łatwo dostępne, kupicie je w prawie każdej drogerii. Za mus-piankę trzeba zapłacić ok. 20 zł, balsam to wydatek rzędu 25 zł, jeśli kupimy krem to z portfela ubędzie ok 15 zł.
Moim zdaniem warto się skusić na balsam.

Znacie tę serię? Co o niej myślicie?

20 komentarzy:

  1. Nie opalam się kolejny rok z rzędu, choć moja karnacja do jasnych nie należy. Myślę jednak nad muśnięciem skóry "opalenizną z tubki" :) Koloryzujący balsam do ciała to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zwykle mało sie opalam, tyle co na urlopie chwycę. Po "tubki" zaczęłam sięgać dopiero rok temu:)

      Usuń
  2. Pianka mnie zaintrygowała :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pianka najbardziej podeszłą mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie stosowałam jeszcze kosmetyków z tej firmy ale mogę polecić balsam brązujący Kolastyna. Łatwo się aplikuje a kolor jest bardzo naturalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Moim hitem tego roku jest ten z Perfecty. Ale ogolnie produkty brązujące zauważyłam, że są dla mnie lepsze niż typowe samoopalacze.

      Usuń
  5. U mnie w kwestii sztucznej opalenizny zdecydowanie wygrywa Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt! Ich produkty są rewelacyjne:)

      Usuń
  6. Jakoś nie przepadam za tego typu kosmetykami

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam szczerze, że nigdy nie używałam produktów samoopalających ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Używam jak do tej pory tylko tego balsamu i jest ok :) Reszty się boję! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. tej serii jeszcze nie miałam okazji testować ale kto wie może kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam tej serii, ale bardzo jestem ciekawa jej działania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Osobiście - chyba nigdy nie używałam tego typu produktów.

    OdpowiedzUsuń
  12. hmm oj już długi czas nie stosowałam produktów brązujących ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja kupiłamw tym roku soraye ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Masz racie ja też przez tą piankę narobiłam sobie plam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga