4 PRODUKTY, KTÓRYCH SAMA NIGDY BYM NIE KUPIŁA A SPRAWDZIŁY SIĘ DOSKONALE

Każda z nas ma jakieś swoje przyzwyczajenia i doświadczenia. Przyznajcie, ile razy skreśliłyście markę tylko dlatego, że 5 lat temu jakiś ich produkt wam nie pasował? Ile razy miałyście mylne wyobrażenie o marce albo kojarzyła wam się z czymś innym? Ja miałam tak wiele razy. Dziś chcę Wam przedstawić kilka produktów na zakup których sama bym się nie zdecydowała a sprawdziły się u mnie doskonale.



Podkład Lirene Glam&Matt 


Marka Lirene zawsze kojarzyła mi się z kosmetykami pielęgnacyjnymi a nie kolorówką. Wiedziałam, że ma jakieś tam fluidy, pudry, ale miałam takie dziwne wyobrażenie, że jak marka nie ma własnej szafy w drogerii to znaczy, że kosmetyki nie są warte uwagi. Podkład Glam&Matt otrzymałam od marki Lirene w ramach współpracy już rok temu. Długo podchodziłam do niego jak pies do jeża, kiedy jednak wypróbowałam to przepadłam. Nie rozstaję się z nim. 

Mam suchą cerę, raczej bezproblemową. Nie potrzebuję mocnego krycia, nie mam co ukrywać. Zależy mi na ujednoliceniu kolorytu cery. Moja twarz po użyciu podkładu wygląda bardzo naturalnie, zyskuje taki zdrowy blask. Nie jest przepudrowana (niestety wiele podkładów daje mi właśnie taki efekt), podkład doskonale się stapia (nakładam go metodą Ani Orłowskiej czyli dłonią). Słyszałam, że wiele Was skarży się, że puder nie matuje. Z tym się zgadzam, jednak mi na tym nie zależy. Lirene Glam&Matt to doskonały produkt do suchej cery.


Szampon Schwarzkopf Essence Ultime Caviar Hair Renew 

Jak niektóre z Was zauważyły, uwielbiam kosmetyki mało popularne i słabiej dostępne. Będąc na zakupach w markecie nawet nie kieruję się na półki z kosmetykami. Schwarzkopf jest jedną z takich właśnie marek, które są wszędzie i można je kupić w każdym sklepie. Gdy znalazłam ten szampon w pudełku Shinybox nie mogłam początkowo zrozumieć tych zachwytów nad nim. Wypróbowałam go jednak i wiem, że jest świetny! Sięgam po niego średnio 3 razy w tygodniu już od ponad miesiąca i widzę, że moje suche włosy zyskały sporo nawilżenia. Stały się naprawdę miękkie, bardzo ładnie wyglądają, są odbite od nasady. Bardzo istotną dla mnie kwestią jest to, że szampon nie powoduje skrzypienia oraz plątania włosów podczas mycia. Zawsze rozczesuję włosy na mokro, z nałożoną odżywką i nie lubię kiedy są splątane ponadnormatywnie. Szampon pozytywnie mnie zaskoczył i chętnie sięgnę po inne produkty z tej serii.


Kuszący olejek do mycia ciała Dove 

Dawno temu uwielbiałam produkty Dove, jednak od kilku lat miałam podobne podejście jak do Schwarzkopf. Ot hipermarketowa marka, nic nadzwyczajnego. Co jakiś czas Shinybox podrzucał mi jakiś produkt Dove, używałam, bo używałam, dobre, bo dobre ale bez zachwytów. Te się pojawiły właśnie przy tym olejku. o ile zapachu nie określiłabym w żadnym wymiarze jako kuszący (dla mnie jest on po prostu nijaki, ani zachwycający ale też i nie jest nieprzyjemny), tak działanie jak najbardziej. To idealny produkt do mycia skóry suchej, szczególnie jesienią czy zimą. w mojej ocenie największą zaletą tego produktu jest to, że nie wysusza skóry a nawet pozostawia ją lekko nawilżoną. Podejrzewam, że jeśli macie skórę normalną lub w kierunku tłustej to nie będziecie musiały sięgać już po balsam lub masło. w przypadku mojej suchej skóry nadal konieczne jest balsamowanie ale nie muszę tego robić codziennie, nie ma tragedii jeśli czasem zapomnę. Skóra nadal jest w dobrym stanie, jest miękka, gładka, nie łuszczy się i nie swędzi. Dzięki Shiny - trafiliście w moje potrzeby:)  Recenzja TUTAJ.


Perfecta, brązujący balsam do ciała

Kilka lat temu Perfecta zraziła mnie do siebie za pomocą peelingow do ciała. o ile jeden nadrabiał nieco zapachem, tak drugi był wręcz nieznośny. Dodatkowo ta parafinowa warstwa - fuj! Wiosną tego roku dostałam od BlogMedia propozycję przetestowania produktów produktów Dax. Najpierwsz przyszły do mnie dwa balsamy i myślałam, że to koniec, gdy nagle przyszła dużo większa paczka. Znalazłam w niej właśnie ten balsam. Pokochałam go już po kilku użyciach. Nadał mojej skórze bardzo subtelny, równomierny aczkolwiek zauważalny efekt opalenizny, która nie wyglądała jakkolwiek sztucznie. Pamiętam ten dzień, kiedy koleżanka z pracy zapytała mnie "kiedy Ty się tak ładnie opaliłaś?". To chyba świadczy o rodzaju brązu. Oprócz tego balsam dobrze nawilżał skórę, takie doskonałe 2w1.  Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

A co Wy byście zaliczyły do takiej kategorii pozytywnych zaskoczeń?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga