Delawell, Sweet&Natural, słodkie masło do ciała o zapachu pomarańczy

Cześć,
Zapas smarowideł do ciała mam dość spory, zużywanie ich nie idzie mi tak szybko jakbym tego chciała. Podziwiam te z Was, które we krwi mają codzienne smarowanie się i nie jest problemem zużycie balsamu np. w miesiąc. U mnie to musiałby być naprawdę zachwycający produkt (albo hiper mały) aby tak szybko poszedł. W listopadowym Shinyboxie znalazłam słodkie masło do ciała Delawell. Trafił mi się zapach pomarańczy. Na Facebooku widziałam, że dziewczyny się bardzo zachwycały obecnością tego kosmetyki, dlatego też postanowiłam zachwiać lekko moją kolejność zużywania i chwycić po masło od razu. Co z tego wyszło?

Co wspólnego ma pomarańczowe masło Delawell i świąteczny sernik?

Zima to czas, który szczególnie kojarzy mi się z zapachem pomarańczy. Słodkim, soczystym, prawdziwym. Takiego oczekiwałam i po tym maśle. Zawiodłam się. W mojej ocenie nie pachnie prawie w ogóle pomarańczowo, całkowicie sztucznie. Tak sztucznie, jak te syntetyczne, olejkowe aromaty do ciast. Wymieszane ze zmielonym twarogiem na sernik. Dokładnie tak. Można by się nawet pomylić, bo i konsystencja podoba. Jest dość lekka, taka ni to masło ni jogurt. Po skórze rozprowadza się dobrze, jednak trochę bieli, więc polecam nie przesadzić.


Rozmiar ma znaczenie.

Patrząc na opakowanie dałabym sobie rękę uciąć, że w słoiczku jest 200 ml masła. Nabrałam się nawet na to pisząc recenzję pudełka i napisałam, że jest tam 200 ml.  Nie ja jedna. Pisząc tę notkę poszperałam trochę w blogosferze i znalazłam jedynie dwie blogerki, które się nie nabrały tak jak ja! Serio dziewczyny! Żyłabym długo w przekonaniu, że moje masło jest całkiem spore, gdyby nie to, że przy drugim czy trzecim użyciu mój paluch powędrował za głęboko i zderzył się z denkiem. To właśnie wtedy odkryłam, że denko jest już w połowie opakowania!
Mimo, że jesteśmy coraz bardziej świadome tego co nakładamy na swoją skórę to i tak nadal kupujemy oczami. Producent podszedł nas tutaj bardzo sprytnie. 35 zł za 200 ml uznałabym za uczciwą cenę. Gdybym jednak kupiła je takim jakie jest, to... czułabym się oszukana. 


Ja się pytam gdzie te ochy?!

Masło poszło w ruch zaraz po jego utrzymaniu. Użyłam go dosłownie kilka razy, niczym nie nie zachwyciło i poszło w kąt. Na nowo sięgnęłam po nie dopiero w tym roku. Staram się używać  po każdej kąpieli (chociaż różnie mi z tym wychodzi). Muszę przyznać, że mimo swojej dość lekkiej konsystencji masło nawilża skórę bardzo dobrze. Mam bardzo suchą skórę, jednak już po tygodniu stosowania odżyła, stała się wygładzona, miękka, po prostu dobrze wypielęgnowana.  Gdy użyjemy zbyt dużo masła na raz ma skłonność do bielenia, wystarczy jednak chwilę dłużej poczekać i całość się wchłonie. A wchłania się bardzo dobrze, nie pozostawia na skórze żadnej otoczki, tłustej czy mokrej warstewki. Wydajność oceniam także pozytywnie. Masło stosuję na całe ręce i nogi (od połowy uda w dół). Na pozostałe partie ciała mam inne kosmetyki. Wystarczył mi mniej więcej na miesiąc. Myślę jednak, że jeśli byłby używany codziennie to zniknąłby po max. 3 tygodniach. 


Czy skuszę się ponownie?

Pomimo dobrego działania moja odpowiedź brzmi NIE. Po pierwsze, nie lubię pachnieć jak sernik, po drugie nie lubię gdy ktoś manipuluje w taki sposób opakowaniami. A po trzecie... znam lepsze produkty w tej cenie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga