Prosto z Grecji: pieniący się peeling do twarzy i ciała Olivaloe

Witajcie,
Już dość spory czas temu mieliście okazję przeczytać recenzję rewelacyjnego balsamu do ciała Olivaloe. Nie był to jedyny produkt jaki dotarł do mnie ze sklepu z greckimi kosmetykami. Pieniący się peeling do ciała i twarzy Olivaloe długo nie mógł się doczekać recenzji, jednak całkowicie niesłusznie! Jest to kosmetyk o którym naprawdę warto pisać!


Oliwa vs. olej arganowy

Jak już Wam wspominałam, marka Olivaloe pochodzi z Grecji i bazuje na naturalnych składnikach. Głównie oliwie i aloesie.
Kosmetyki na bazie oliwy z oliwek służą mojej skórze dużo lepiej niż te z jakże popularnym olejem arganowym. Mam wrażenie, że ten składnik działa skuteczniej i zarazem delikatniej, nie powodując żadnych skutków ubocznych. Aloes także uwielbiam, doskonale łagodzi oraz nawilża moją skórę. Połączenie oliwy oraz aloesu musi być udane!

Buteleczka w której zamknięty jest peeling ma pojemność 200 ml. Jest wykonana z dość miękkiego plastiku i ma wygodne zamknięcie, które skutecznie chroni zawartość przed przypadkowym rozlaniem ale jednocześnie jest łatwe w obsłudze. Peeling ma bardzo specyficzny zapach.  Nie umiem określić co to jest, bardzo daleko mu do zapachu jaki miał balsam. Jednego dnia bardzo lubię zapach peelingu, innego mam wrażenie, że trafiłam w jakieś przemysłowe obszary. Nie mówię, że jest zły, jest po prostu baaaardzo specyficzny.Konsystencja jest dość rzadka, to milion drobinek zatopionych w lekkiej zawiesinie.



Peeling obchodzi się ze skóra w sposób łagodny ale i skuteczny skuteczny. Śmiało można go stosować do całego ciała, także do twarzy. Drobinki są średniej wielkości i pozbawione ostrych krawędzi. Zmielone nasiona oliwki (bo to one właśnie są tutaj substancją ścierającą) mają kształt jakby kuleczek. Tak naprawdę tylko od nas zależy jak mocny ten peeling będzie - wystarczy dobrać odpowiednią dla siebie intensywność masażu. Gdy peelinguję twarz robię to jedynie opuszkami palców, w przypadku reszty ciała używam całej dłoni. W kontakcie z wodą peeling pieni się bardzo delikatnie co uprzyjemnia zabieg.

Od kiedy używam tego peelingu zapomniałam co to martwy naskórek ale także i podrażnienia od peelingu. Nasiona oliwy, oliwa oraz aloes dbają o moją skórę i pozostawiają ją miękką, jedwabiście gładką. Skóra jest doskonale przygotowana na przyjęcie balsamu lub masła. Peeling świetnie radzi sobie także z wrastającymi włoskami na nogach. Niestety mam skłonność do pękających naczynek na łydkach dlatego musiałam zapomnieć o depilatorze, jestem skazana aby sięgać po maszynkę co kilka dni. Dzięki regularnym peelingom skóra na nogach jest na tyle miękka, że włoski mają siłę przebicia się przez nią bez jakiegokolwiek oporu. Cieszy mnie to niezmiernie.


Peeling należy stosować 2-3 razy w tygodniu, myślę jednak, że śmiało może zastąpić żel pod prysznic o ile nie będziemy tarły zbyt mocno za każdym razem. Jest bardzo wydajny, wystarczy naprawdę odrobina aby solidnie umyć całe ciało. Nasiona oliwki nie rozpuszczają się w wodzie, więc możemy masować się naprawdę długo.
Podsumowując, jest to naprawdę warty uwagi produkt. Idealnie sprawdzi się w kosmetyczkach minimalistek - jedna butelka a spełnia właściwie 3, jak nie 4 funkcje: myje i peelinguje ciało oraz twarz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga