Skuteczna walka z przebarwieniami? TAK! Thiospot od Synchroline

Która z nas nie marzy o idealnej, porcelanowej twarzy? O cudownym, jednolitym kolorycie? Niestety naturalnie mało która może się pochwalić doskonałą cerą. Jednym z naszych pomocników są kosmetyki. Jakiś czas temu zdecydowawałam się na serię Thiospot marki Synchroline. Przez prawie dwa miesiące stosowałam krem Thiospot Intensive na noc oraz Thiospot ultra SPF 50+ na dzień.


Dla kogo jest seria Thiospot?


Thiospot to seria produktów, które dedykowane są do leczenia skóry z przebarwieniami pochodzenia melanicznego (czyli nadmiernym zgromadzeniem się pigmentu melaniny w komórkach naskórka). Takie przebarwienia najczęściej kojarzone są z ekspozycją na słońce (i prawidłowo), ale ich przyczyną mogą być także czynniki genetyczne, ciąża, choroby wątrobowe czy też hormonalne środki antykoncepcyjne.  Można więc powiedzieć, że problem może dotyczyć praktycznie każdej z nas.



Oba kremy zamknięte są w niewielkich tubkach o pojemności 30 ml. To idealna pojemność do zużycia właśnie w dwa miesiące. Krem na noc nakładamy cienką warstwą na całą twarz a następnie punktowo drugą warstwę na miejsca szczególnie przebarwione. Na początku dostałam ostrzeżenie, że może być odczuwalne mrowienie lub pieczenie zaraz po nałożeniu, że nie jest to nic nadzwyczajnego i nie jest powodem do odstawienia kremu. Na szczęście w moim przypadku nic takiego nie wystąpiło. Skóra nawet nie była jakoś zaczerwieniona. Krem ma dość lekką konsystencję i całkiem sprawnie się wchłania. Nie pozostawia uczucia mokrej czy tłustej skóry. A przynajmniej w przypadku mojej suchej cery.


Ogromną zaleta kremu na dzień jest filtr SPF 50+. To naprawdę porządna ochrona, która naprawdę się sprawdza. Niestety krem ma też kilka wad. Wydawać by się mogło, że to kremy na noc są cięższe, bardziej treściwe. W przypadku tej serii jest odwrotnie. Krem na dzień Thiospot Ultra jak większość filtrów pozostawia białą i trochę lepką warstwę, która wchłania się dość długo. Warto więc użyć czegoś matującego po nałożeniu kremu, chyba, że lubimy się świecić. 

A jak z działaniem?


Niestety przez długie lata do ochrony przeciwsłonecznej podchodziłam nieco niedbale. Uważałam, że nie wystawiam się na słońce na tyle długi aby musieć stosować filtry. Skutkiem tego są drobne przebarwienia na skórze. Nie jest tak, że mam jakieś wielkie i rzucające się w oczy plamy. Po prostu moja cera nie była jednolita. Thiospot zauważalnie wyrównał koloryt cery. Nie twierdzę, że zniwelował przebarwienia w całości, bo to raczej możliwe nie jest. Ciemne miejsca jednak wyraźnie się rozjaśniły, trzeba się mocno przyjrzeć aby zobaczyć różnice. Mnie to zadowala.

Zanim przystąpiłam to testów, dowiedziałam się, że Thiospot może powodować ściągnięcie i łuszczenie się skóry. Aby temu przeciwdziałać stosowałam 1-2 razy w tygodniu maseczkę nawilżającą, więc wspomnianego efektu nawet nie zauważyłam.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z serii Thiospot. Polecam każdej z was, która boryka się z przebarwieniami, głównie tymi powstałymi w skutek działania słońca! Kosmetyki Synchroline kupicie w aptekach i niektórych drogeriach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga