Lirene Mineral Collection, morska, letnia pielęgnacja

Cześć,
Produkty marki Lirene towarzyszą mi już od dłuższego czasu. Jest to jedna z ciekawszych polskich, drogeryjnych marek. Ostatnio wręcz zaskakuje gamą swoich produktów i coraz to nowszymi propozycjami. Ostatnią z takowych jest letnia seria Mineral Collection w iście morskim wydaniu. 



Latem nie lubię ciężkich kosmetyków pielęgnacyjnych, stawiam na te lżejsze i szybko się wchłaniające. Ciekawe jak sobie poradziło Lirene?


Jedwab morski


Lirene reklamuje jako lekki, odżywczy balsam do ciała. I ja się z tym zgadzam. Konsystencja balsamu jest jedwabiście kremowa, bardzo lekka. Nie tłusta i nie wodnista. Posiada małe, zielone drobinki, w których ukryta jest witamina E. Kapsułki te rozpuszczają się podczas aplikacji. Już 30 sekund po aplikacji balsam jest wchłonięty (istny ekspres!) a skóra staje się miękka i jedwabista. Można od razu się ubierać i nie straszne mu wysokie temperatury. Nie wiem jak u Was, ale w moim przypadku zbyt ciężkie balsamy wręcz ze mnie spływania! Tu nie dzieje się nic podobnego!
Widać odpowiednie nawilżenie (mojej suchej skóry) oraz wpływ na jędrność i elastyczność. Do tego dochodzi bardzo bajecznie świeży, wakacyjno-morski zapach. Plusem jest także brak parafiny w składzie.


Minerały z morza martwego


To multi-regenerujący balsam do ciała. Nieco cięższy kaliber, chociaż nie aż tak ciężki jakbym się spodziewała. Ponownie mamy do czynienia  kremową, nietłustą konsystencją, w której zatopione są także kapsułki z witaminą E - tym razem są jednak niebieskie. Podobnie jak jedwabny brat, ten także szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustości. Niestety trochę słabiej sprawdził się w upały, wtedy też czułam nieco dyskomfortu wywołanego spływaniem balsamu ze skóry. Czyli niby wchłania się ale nie do końca. Myślę, że to za sprawą parafiny w składzie - czyli kolejnego minusa. Zauważyłam, że nie szkodzi mi już tak jak kiedyś, jednak nadal staram się jej unikać.
Zapach ponownie jest bardzo świeży, morski aczkolwiek taki nieco bardziej perfumowany od poprzednika. Jest bardziej intensywny i dłużej się utrzymuje na skórze.



Koral morski


Tym razem przyszedł czas na najmniej standardowy produkt, olejkową mgiełkę do ciała. Ten kosmetyk ciekawił mnie najbardziej a zarazem najbardziej się go obawiałam. Tego, że będzie zbyt tłusty i ciężki. Moje obawy sprawdziły się jedynie w małym stopniu. Mgiełka składa się z dwóch faz: olejowej i wodnej, które należy wymieszać przed użyciem. Zaraz po psiknięciu przypomina nieco tłusty olejek, po rozsmarowaniu i odczekaniu chwili (minuta-dwie) wrażenie to znika. Skóra staje się miękka, daje uczucie nawilżenia, jednak nie jest to jakieś mocne nawilżenie. Niestety podczas upałów spływa z ciała. Jednak znalazłam dla niej inne zastosowanie, w którym sprawdziła się idealnie...



Praktycznie całe lato spędzam w biurze, w klimatyzowanym pomieszczeniu. Klimatyzacja ma to do siebie, że mocno wysusza skórę a mgiełka... doskonale mnie przed tym chroni. Sięgam więc codziennie (od poniedziałku do piątku:D) rano, przed wyjściem do pracy. Głównie na nogi jak i ręce, czyli to co najbardziej wystawione jest na powietrze. I jestem z mgiełki bardzo zadowolona przy takim używaniu. Do jej plusów należy zaliczyć też fakt, że to produkt bez parafiny i z przyjemnym, morsko-mydlanym zapachem.

Seria Lirene Mineral Collection doskonale wpisała się w letni klimat i umiliła wakacyjne dni. Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, coś czego właśnie potrzebuje! Korzystajcie póki lato!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za odwiedziny i skomentowanie mojego bloga. Odwiedzam wszystkich moich obserwatorów poza tymi którzy zostawiają linki do siebie. To działa na mnie jak płachta na byka.

Komentarze są moderowane.

Archiwum bloga