Shinybox Like a Dream, sierpień 2016

Sierpniowy Shinybox "Like a dream" jest już moim 12 pudełeczkiem z kolei. Wcześniej miałam tylko dwa, które były zakupem jednorazowym, upolowanym gdzieś na promocji. Ciągle w pamięci jednak mam swoje pierwsze pudełko które otrzymałam "na poważnie". "Beauty and The Box" zrobiło na mnie ogromne wrażenie i każde kolejne jakoś podświadomie porównuję do tego pierwszego. Shinybox ma wystawioną więc poprzeczkę bardzo wysoko.
Jak wypada więc sierpniowy "Like a Dream"?




Mincer Pharma VITA C INFUSION No 601 Intensywnie nawilżający krem na dzień . Opakowanie pełnowymiarowe 30 zł/ 50ml. Premiera. 
Intensywnie nawilżona, wypoczęta, zdrowo wyglądająca, promienna i pełna energii skóra. Przebarwienia zredukowane, drobne linie i zmarszczki wygładzone. Przy regularnym stosowaniu wygląd skóry ulega wyraźnej poprawie.
O marce Mincer już słyszałam, ale nigdy nie miałam ich produktów. Intenstywne nawilżenie to jest właśnie to czego potrzebuje moja sucha skóra. Nie wiem jednak jak prędko (i czy w ogóle) sięgnę po ten krem, bo już ich mi się trochę nazbierało i czekają na zużycie.

Joanna, Sweet Fantasy ekspresowa odżywka do włosów kokos. 
Opakowanie pełnowymiarowe 7 zł/ 150 g  
Idealne połączenie zabiegu pielęgnacji włosów ze słodką ucztą dla Twoich zmysłów. Poprawia kondycję włosów i sprawia, że stają się jedwabiście gładkie i lśniące.
Wszelkie odżywki do włosów zużywam w zawrotnych ilościach. Moje kręciołki potrzebują solidnej dawki nawilżenia. Odżywka jak znalazł. I jak pięknie kokosowo pachnie. Zostawię ją sobie na chłodniejsze, jesienne wieczory ze względu właśnie na zapach.



Stenders żurawinowy krem do rąk, 
Opakowanie pełnowymiarowe 23 zł / 25 ml.
Formuła z naturalnym masłem shea hojnie odżywi skórę, podczas gdy alantoina, ekstrakt z żurawiny i olejek eteryczny z jałowca pozostawią twoje dłonie aksamitnie delikatne i miękkie. Zapewnia codzienną ochronę Twoim dłoniom, pozostawiając skórę miękką i aksamitną w dotyku, pachnącą. Tworzy barierę utrzymującą nawilżenie.
To w mojej ocenie najciekawszy produkt w pudełku. Marka Stenders ciągle jest dla mnie nowością, do tej pory znałam jedynie ich peeling do twarzy. Cieszę się, że mam wersję żurawinową bo nie przepadam za jagodowymi zapachami.

Biały Jeleń hipoalergiczny  żel pod prysznic kremowe otulenie ekstrakt z kory dębu
Opakowanie pełnowymiarowe 10 zł/ 250 ml 
Zawierają naturalne składniki myjące. Dzięki nim skutecznie oczyścisz swoją skórę i ochronisz przed wysuszeniem. Kremowa formuła żelu optymalnie nawilża skórę. Ekstrakt z kasztanowca poprawia ukrwienie i intensywnie regeneruje skórę. Kompleks witamin AEF nawilża, odżywia i natłuszcza skórę. Bez parabenów, barwników i SLES-u.
Żeli nigdy nie za wiele, z pewnością do zużyję. Uważam jednak, że ostatnimi czasy trochę już za dużo tego Białego Jelenia w Shinyboxach.




Elfa Pharm O'HERBAL szampon do włosów kręconych. 
Wersja podróżna 5 zł/ 75 ml. 
Marka powstała z myślą o osobach pragnących żyć w zgodzie z naturą. Cała seria bazuje na składnikach pochodzenia roślinnego, których dobroczynne właściwości znane są ludzkości od wieków. W zestawie znajdują się wymiennie szampon lub odżywka.
Nie dalej jak tydzień temu dotarła do mnie spora paka od Elfa Pharm. Zawierała też trochę tych maluszków, szamponu do kręconych włosów jednak w niej nie było. A ja takowe mam, więc szampon trafiony w moich przypadku z 10. Będzie idealny na siłownię, bo podróży póki co już nie planuję.

Vitotal dla kobiet, 
opakowanie - 22 zł. 
Opracowany dla kobiet zestaw minerałów i witamin wzbogacony luteiną, L-cysteiną, L- metioniną, likopenem, hydrolizatem białek kolagenowych oraz wyciągami z ziela skrzypu polnego i z nasion winogron.
Fanką suplementów nie jestem. Uważam jednak, ze witaminy i minerały nigdy nie zaszkodzą. Pewnie po niego sięgnę aby wspomóc swoją jesienną odporność (na którą na szczęście nie narzekam, w zeszłym roku nie byłam ani dnia na zwolnieniu lekarskim;p).



W pudełku znalazłam także próbkę peelingu żurawinowego Stenders oraz ulotkę z kodami rabatowymi na wybrane produkty tej marki. Do końca sierpnia wszystkie produkty z liniI Wild Rose możecie mieć 30% taniej wpisując hasło WILDROSE . Za to do końca września na hasło BERRY otrzymacie 30% na inne produkty:


Podsumowując są to produkty po które większość z nas sięga praktycznie codziennie. Dla mnie to bardzo dobre pudełko. Nie ma tu produktu który oceniam jako zły, niepasujący do moich potrzeb czy też w ogóle niepotrzebny. Jeśli macie ochotę na to pudełko, to zamówicie je klikając w banerek poniżej.



A jak Wam się spodobał "Like a dream"?

3 polskie marki kosmetyczne, które musisz poznać

Z każdym dniem rynek kosmetyczny jest coraz bogatszy. Czasy w których królowało szare mydło i krem Nivea mamy już dawno za sobą. Oferta produktów jest niesamowicie szeroka a nam ciężko zdecydować się co tak naprawdę wybrać. Rynek polskich kosmetyków także jest bardzo bogaty. Są marki które wyskakują prawie z każdego miejsca. Są jednak też takie, których próżno nam szukać na drogeryjnych półkach. A są to marki naprawdę godne uwagi. Uwielbiam takie poznawać i odkrywać, dlatego dziś przybliżę wam 3 mało znane polskie marki, które tworzą rewelacyjne produkty.




1. Norel Dr Wilsz

Marka istnieje od 55 lat. Jest znana i ceniona przez osoby pracujące gabinetach kosmetycznych czy salonach spa, jednak dla przeciętnego konsumenta nadal bywa wielką niewiadomą. Najwyższa pora to zmienić! Marka czerpie z natury ile może, tworzy rewelacyjne kremy z przeróżnymi kwasami (w mojej subiektywnej ocenie linia z kwasem migdałowym to majstersztyk, seria hialuronowa i multiwitaminowa jednak niewiele jej ustępują). Pielęgnacja cery to najbogatszy element ofery marki, jednak produkty do pielęgnacji ciała też są dostępne.
Ceny produktów Norel określiłabym jako średnie. Nie są to najtańsze produkty (30-40 zł zapłacimy za toniki, mleczka, żele oczyszczające lub peelingi, maseczki w tubkach i kremy pod oczy to koszt 40-60 zł, ceny kremów do twarzy zaczynają się od 49 zł, końcą na 108 zł - krem ze złotym pyłem!, za najtańsze serum trzeba zapłacić 58 zł, za najdroższe 118 zł). Są to jednak produkty zdecydowanie warte swojej ceny i ja byłabym skłonna za nie zapłacić nawet trochę więcej.

Produkty marki Norel możecie kupić w sklepie internetowym marki.



2. Arkana

Tę markę poznałam jesienią 2015 roku podczas spotkania blogerek we Wrocławiu. Wcześniej nie wiedziałam o jej istnieniu, mimo, że pochodzi ona właśnie z moje miasta. Arkana to młoda marka, która powstała w 2011. Swój sukces opiera na wiedzy z zakresu biotechnologii oraz innowacyjnych składnikach które wnikają w cerę i działają na poziomie komórkowym. Jako pierwsza polska marka sięgnęła po kwas traneksamowy, który jest niezastąpiony w jeśli chodzi o działanie przeciwkrwotoczne oraz doskonały do leczenia świądu, pokrzywki czy egzemy. Ma także działanie rozjaśniające, dzięki czemu coraz chętniej dodawany jest do kosmetyków rozjaśniających, dedykowanych do cery naczynkowej.
Ograniczona dostępność produktów Arkana jest celowym działaniem marki. O jej istnieniu powinnyśmy dowiedzieć się od zaufanej kosmetyczki czy przyjaciółki ktora już korzystała z tych produktów.

Kosmetyki Arkana kupicie w sklepie internetowym marki, w Centrum Obsługi Klienta we Wrocławiu (na Biskupinie), u dystrybutorów marki lub w wybranych salonach kosmetycznych.

W ofercie marki znajdziecie nie tylko produkty do pielęgnacji, ale także kosmetyki kolorowe.



3. FEMI

Marka FEMI to dla mnie ciągle nowość. Mam dwa ich produkty, krem pod oczy z serii Citisime oraz lipidowe serum do twarzy i jestem nimi wręcz oczarowana. Marka ta została założona przez panią Hannę Łopuchow 25 lat temu. FEMI to kosmetyki ekologiczne, bez zbędnej chemii, sztucznych konserwantów czy też nienaturalnych składników.
Niestety produkty marki FEMI do najtańszych nie należą. Uważam jednak, że działaniem rekompensują wysoką cenę i są jej warte. Oferta sklepu nie jest szczególnie bogata co moim zdaniem świadczy o mocnym skupieniu się na konkretnym produkcie.

Kosmetyki FEMI kupicie w sklepie internetowym marki.

A teraz przynajcie się, które z nich znacie?

Lirene Bronze Collection, samoopalający mus-pianka, koloryzujący balsam oraz samooplający krem

Cześć,
W tym roku lato nie rozpieszcza. Zeszły rok był upalny i gorący, w tym roku pogoda wygoniła nas znad Bałtyku dwa dni wcześniej. Brak słońca przekłada się na brak opalenizny. Trzeba sobie radzić w inny sposób, w tym roku to zadanie otrzymało Lirene. Czy wykonało je na piątkę?


Seria której używam składa się z trzech produktów. Samoopalającego musu-pianki, który przeznaczony jest to twarzy i ciała, koloryzującego balsamu do ciała oraz samoopalającego kremu do twarzy i ciała.

Lirene, Bronze Collection, samoopalający mus-pianka do twarzy i ciała

Uwielbiam kosmetyki w piankach. Z tego powodu mus-pianka ciekawił mnie najbardziej i to po niego sięgnęłam po jako pierwszego. Efekt gwarantowany już w kilka godzin po pierwszym użyciu! Niestety zarazem trochę zawiodłam się na produkcie. Pianka jaką wydobywamy jest biała. Aplikując ją na skórę niestety nie widzimy czy jest rozsmarowana równomiernie. A to prowadzi do plam, które w przypadku tego produktu mogą być wręcz okrutne. Kosmetyk tworzy mocną i szybką opaleniznę. Nie ma mowy o stopniowaniu, jedno użycie i gotowe. Bez smrodu, bez potu, bez wyczekiwania. Niestety używanie tej pianki skutkowało u mnie tym, że przez kilka dni musiałam chodzić w koszuli z długim rękawem. Na moich przedramionach plamy były spore i nie mogłam się ich pozbyć. Próbowałam peelingi, próbowałam sok z cytryny czy nawet sodę.
Jeśli umiecie precyzyjnie aplikować tego typu produkty to śmiało korzystajcie. Jeśli jesteście początkujące to lepiej sobie odpuście.

Lirene, Bronze Collection, koloryzujący balsam do ciała

Po niewypale z musem-pianką przyszedł czas na koloryzujący balsam do ciała. Ten produkt oceniam zdecydowanie lepiej. Efekt jaki daje jest delikatny, potrzeba kilka aplikacji aby opalenizna była zauważalna. Dzięki temu jest to dobry produkt dla osób które dopiero zaczynają przygodę ze sztuczną opalenizną i obawiają się zacieków. Balsam ma brązowe zabarwienie dzięki czemu jestem w stanie lepiej kontrolować jego aplikację. Przy okazji balsam przyzwoicie nawilża ciało dzięki czemu nie trzeba sięgać po te typowo nawilżające. Optyczny efekt wyszczuplenia? Opalone ciało zawsze wygląda szczuplej, więc nie jest to ściema:)

Lirene, Bronze Collection, samoopalający krem do twarzy i ciała

Samoopalający krem do twarzy i ciała to ostatni produkt po który sięgnęłam. Moc opalania oceniłabym jako pośrednią pomiędzy pianką i balsamem - jednak bliżej do pianki. Efekt jest dość szybki (już po jednym użyciu) jednak odrobinę łagodniejszy niż w przypadku musu. Tutaj także trzeba być ostrożnym. Polecam ten krem bardziej do ciała niż do twarzy. Niestety krem także ma białą konsystencję przez co nie widzimy czy na dane miejsce jest już nałożony i czy jest to zrobione równomiernie.

Produkty Lirene są łatwo dostępne, kupicie je w prawie każdej drogerii. Za mus-piankę trzeba zapłacić ok. 20 zł, balsam to wydatek rzędu 25 zł, jeśli kupimy krem to z portfela ubędzie ok 15 zł.
Moim zdaniem warto się skusić na balsam.

Znacie tę serię? Co o niej myślicie?

Denko lipiec 2016

Połowa sierpnia już za nami a ja dopiero dziś przychodzę do Was z lipcowym denkiem. Poszło mi średnio, szału nie ma, chociaż źle też nie jest. A co zużyłam?


1. Resibio, ultranawilżający krem do twarzy. Męczyłam go bardzo długo, niestety niezbyt mi odpowiadał głównie przez zapach. Dla mnie niestety śmierdział psią karmą. Nawilżenie w porządku.
2. Lirene, brązujący balsam pod prysznic. Z jednej strony ciekawy kosmetyk, z drugiej nie do końca byłam zadowolona. Opalenizna nie jest najmocniejsza a pod prysznicem wieje nudą. Dopiero wczoraj na blogu Zdrowa i Piękna znalazłam pomysł co można robić w tym czasie. No i ten smrodek spalenizny...
3.Eos, balsam do ust miętowo-waniliowy. Eosy to zdecydowanie przereklamowane produkty. Zwykla pomadka za 5  zł radzi sobie lepiej. Dodatkowo po jakimś czasie balsam zaczął dziwnie pachnieć.
4. Radical, odżywka do włosów. To miniaturka która znalazłam w Shinyboxie. To opakowanie wystarczyło mi raptem na raz, moje włosy dosłownie wypiły odżywkę.
5. Pilomax, maska regenerująca do włosów ciemnych. Bardzo ciekawa propozycja dla posiadaczek suchych włosów. Byłam bardzo zadowolona, swoje pierwsze opakowanie dostałam podczas konferencji Meet Beauty, kolejne dwie znalazłam w pudełkach Shiny i Naturalnie Piękna. Zużyję z przyjemnością.
6. Pilomax, maska pielęgnacyjna. Kolejny ciekawy produkt od Pilomax, szkoda, że tak mały.
7. Anatomicals, modnie owocowy żel pod prysznic. Ciekawie pachnący żel bez większych efektów wow. Raczej nie wart swojej ceny aczkolwiek miło było wypróbować.
8. Alterra, chusteczki do demakijażu. Zawsze takie mam w torbie na siłownię. Te dobrze zmywały makijaż, ale denerwował mnie zapach.
9. Clarena, krem z komórkami macierzystymi. Mała próbka, niestety nie zrobiła na mnie wrażenia na tyle dobrego abym chciała mieć ten krem.
10. Carmex w tubce. Niezastąpiony, tym razem mam ochotę na miętową wersję.
11. Facelle, chusteczki odświeżające. Zawsze przydatny produkt.
12. Różne próbki, w końcu się trochę ich pozbyłam.

A jak u Was z denkowaniem?

Leganza, relaksujący żel pod prysznic o zapachu lawendy

Witajcie,
Chyba każda z nas wie jakie są właściwości lawendy. Wycisza, uspokaja, relaksuje i koi do snu. Nie każda z nas jest jednak w stanie docenić te cechy ze względu na zapach, który jest dość specyficzny i nie każdemu pasuje. Ja należę do grupy osób uwielbiających lawendę, dlatego też nie może u mnie zabraknąć kosmetyków o tej woni. Jakiś czas temu zrobiłam wielkie "lawendowe" zakupy na iperfumy.pl. Do mojego koszyka wskoczył też lawendowy, relaksujący żel pod prysznic marki Leganza.


Marka Laganza pochodzi z Bułgarii i jest producentem naturalnych kosmetyków, które przynoszą drowie i piękno. Jednym z symboli Bułgarii jest róża, olejek z której marka szczególnie sobie upodobała. Gama produktów Laganza obejmuje kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Brzmi nieźle, prawda?

Opakowanie żelu Laganza ogromnie cieszy oko. Prosta buteleczka ozdobiona fioletowymi naklejkami z motywem lawendy. I ta piękna kokardka ze wstążeczki. Od razu człowiekowi robi się milej. Opakowanie jest wygodne w użytku, jest miękkie więc łatwo dozować żel. Kształt jest idealny aby spakować żel np. do kosmetyczki (mi towarzyszył na urlopie). Dzięki zgrabnym kształtom nie wozimy pustej przestrzeni. Zapach jest po prostu lawendowy, czysta, średnio mocna lawenda. Mi, jako miłośniczce lawendy, bardzo on odpowiada. Konsystencja typowa dla żeli, przezroczysta o fioletowym zabarwieniu.


Nie będę ukrywać, że jestem zachwycona tym żelem. Doskonale myje ciało, doczyszcza codzienne zabrudzenia, odświeża oraz relaksuje. Uwielbiam sięgać po niego codziennie wieczorem pod prysznicem. Lubię też potraktować go jako płyn do kąpieli kiedy mam więcej czasu. Pieni się bardzo dobrze i jak na swoją pojemność (200ml) jest wydajny. Mimo, że ma SLES w składzie to nie zauważyłam działania wysuszającego. Zawsze jednak i tak sięgam po balsamy.


Jak widzicie skusiłam się na aż dwie buteleczki. Pierwszą już kończę (zaczęłam stosować początku sierpnia, jednak na urlopie był używany przez dwie osoby), niedługo otworzę druga. Relaksujący żel Leganza zakupicie w sklepie iperfumy.pl w cenie 9 zł. Nie jest więc drogi i warto dorzucić go do koszyka. Ja przy następnych zakupach skuszę się na inne produkty z tej lawendowej serii, bo jest ich ogrom:)